Jechaliśmy w milczeniu, próbując zając swe myśli czymkolwiek innym, niż tym co się działo. Biedny Andy. Pozostawała mi tylko nadzieję, że nie spróbuje czegoś głupiego. Czegoś w jego stylu. Trzy miesiące temu, kiedy dziewczyna dała mu ultimatum zaczął palić trawkę, w końcu zakończył swój związek na rzecz kapeli. I nie dziwię mu się. Ale mógł sobie odpuścić te wszystkie zioła... W sumie, to ja wcale nie jestem lepsza. Potarłam delikatnie bandane.
- Musimy mieć jakiś plan - Kyle przerwał ciszę. Andy wpatrywał się z nienawiścią i smutkiem w szybę minivana.
- Może... Do jakiegoś ciepłego miejsca, wiecie, żeby ewentualnie zimę przetrwać w przyszłości - zaproponowałam.
- No w sumie... Tylko, że teraz mamy maj - blondyn uśmiechnął się kpiąco.
- Ty patrz lepiej na drogę - odparłam wymijająco.
- A jakie ma to znaczenie, co? Myślicie, że w LA, albo Nowym Jorku będzie lepiej? To się grubo mylicie. Na całym świecie jest tak samo. Każdy umrze przez te pieprzone bestie. To koniec dla nas wszystkich - odezwał się brunet.
- Przeginasz. Ty przynajmniej wiesz, co się stało. Ja zostawiłam rodzinę w ojczyźnie. I nie mam zielonego pojęcia, czy żyją, czy może jednak szwendają się w celu wgryzienia sie w jakiegokolwiek człowieka - niemal wykrzyczałam te słowa - Ty, przyjacielu, przynajmniej wiesz... Co też ssie, ale... Musimy być silni. W schowku są normalne fajki, chyba, że wolisz jedną z czekoladowych - pomachałam mu paczką BlackDevili przed oczyma.
- Wolę zwykłe. Tamte są dla mięczaków - mruknął wyciągając fajki.
- Pff, zobaczymy co powiesz, jak tamte się skończą - odparłam chowając swoje do kieszeni kurtki. Kyle chwilę popatrzył na nas jak byśmy wybiegli nadzy ze szpitala dla osób o wyjątkowej psychice.
Hałas. Warczenie trupów. Płacz w oddali.
- Mia?
Otwieram oczy, ale wszystko jest tak bardzo rozmyte, niewyraźne.
- Mia?!
Ponownie podnoszę powieki, a kontury robią się coraz wyraźniejsze, ale cały czas widzę jakby wszystko było w słabej grafice.
- Mia, do cholery!
Ciało odmawia mi posłuszeństwa. Czuję coś na sobie. Coś ciężkiego. Odpływam.
Obudziłam się we własnym samochodzie. Położyłam rękę za placami, by się podnieść. Syknęłam. Małe cząstki potłuczonej szyby dość boleśnie wbiły się dłoń, na której po chwili powstały drobne plamki krwi. Samochód był przewrócony. Chcąc usiąść poczułam ból przeszywający moją łydkę.
Niepewna, czego oczekiwać spojrzałam na nogę. No pięknie. Wbita jakaś cienka rura. Skąd tu do cholery się to wzięło?!
Rozejrzałam się po zniszczonym aucie. Kyle leżał oparty o skrzynię biegów, a Andy oparty o roztłuczone okno, prawie tak samo jak ja przed chwilą. Doczołgałam się, tak by móc ręką szturchnąć chłopaków.
-Kyle. Andy - wymamrotałam lekko suchym głosem. Żaden się nie odezwał, ani nie ruszył. Chciałam krzyczeć ze złości i nie wiadomego. Zaczęłam trząść ramieniem Andy'ego.
-Starczy - jęknął brunet. I pomagał ręką na znak, że wszystko z nim w porządku.
-Co z Kyle? - spytałam.
- Poobijny i nie przytomny. Będzie z nim dobrze. A ty?
- Mam jakąś rurę wbitą w nogę - odparłam.
- Nie wyciągaj jej, mogła coś przebić - odezwał się nagle lekko przytomny głosem Kyle.
- Jest tylko jeden sposób by się przekonać. - westchnęłam, po czym mocno pociągnęłam rurkę. Ogromny ból ponownie przeszył nogę. Odrobina krwi uleciała z rany.
- Okej?- spytał Andy.
- Powinnam żyć - odparłam lekkim tonem.
- Ja kiedyś na zawał przez was zejdę. Musimy się jakoś stąd wydostać - dodał po chwili.
- Tak, to dobry pomysł - odpowiedziałam słysząc zbliżające się trupy. Uklękłam i rozejrzałam się po tylnych siedzeniach. Wszystko zostało w bagażniku, jedyne co tutaj mieliśmy to dwa noże, które cudem nie wbiły się w kogoś z nas.
Przerażające odgłosy były coraz głośniejsze, a mnie zaczynała opanowywać panika. Wzięłam głęboki wdech i powoli wypuściłam powietrze z płuc. Nad moją głową z wybitego okna zaczęła dyndać pokrytą zaschniętą krwią i zieloną farbą ręka. Krzyknęłam upadając na pośladki.
- Nóż - Andy podał mi ostrożnie kuchenne narzędzie. Zaczęłam machać nożem próbując odciąć atakującą mnie rękę zombiaka. Po chwili ta spadła obok mnie. Krew obryzgała wszystko, co znajdowało się w środku auta. Gdy resztki ramienia zniknęły w dziurze po oknie pojawiła się rozwścieczona głowa gnijącego ciała.
- W sam środek czaszki - zwrócił uwagę Andy. Kiwnęłam głową, po czym przeszyłam głowę trupa nożem.
-A teraz wypchnij te zwłoki - poprosił brunet. Popatrzyłam zniesmaczona na chłopaka, a potem na zombie.
- UGH! - mruknęłam wypychając zabitego za auto.
- Jesteś okropny - odezwał się Kyle do przyjaciela.
- Zero litości. Musimy się nauczyć funkcjonowania w tym świecie - odpowiedział Kyle'owi.- A ty, kiedyś będziesz mi za to wdzięczna -skierował się do mnie.
- Wisisz mi czekoladę - mruknęłam pod nosem.
Kyle i Andy wydostali się z samochodu, po czym brunet zaczął wyjmować zapasy, a mój chłopak pomógł mi wyjść z auta.
Gdy już wszyscy staliśmy na ziemi, obłożeni torbami mogliśmy ruszyć przed siebie.
- Wow. Nic dziwnego, że ta rurka mi się wbiła. -powiedziałam przyglądając się samochodowi wypełnionym masą różnych rurek i prętów.
- Właśnie....- Kyle pogrzebał chwilę w mojej torbie i wyciągnął apteczkę.
- Nie , a niczego do odkażenia rany - pokręcił głową Andy. Kyle założył mi opatrunek na dłoń i łydkę, po czym zaśmiał się cicho.
- Dziękuję - powiedziałam, wtulając się w tors blondyna.
- No dobra gołąbeczki. Spadajmy - powiedział wskazując na kilka zombiaków idących w naszą stronę.
*** *** ***
Wybaczcie, że tak późno i pewnie krócej, niż ostatnio. Co mam na swoje usprawiedliwienie. Otóż cały dzień psuł mi się komp, a kończyć musiałam na tablecie, co było mordęgą. W każdym bądź razie, mam nadzieję, że się spodoba i zaprasza do komentowania ;)
Witam! Przepraszam że komentuję tak późno... Mały balagan. No przechodząc do sedna!
OdpowiedzUsuńTytuł bloga jest genialny! Taki oryginalny i wgl przyciąga uwagę. Sprawilo to że chcialam przeczytać to co znajduje się na blogu! Sama treść jest na prawde intrygująca. Nigdy czegos takiego nie czytałam dlatego fajnie i szybko mi to czytanie poszło. Oczywiście końcówka ... Moja ulubiona! Gołąbeczki zawsze i wszędzie! Co tu jeszcze? Nie jestem dobra w tych klockach, zawsze musze coś sknocić dlatego może już zamilknę hmmm?
Za jakiekolwiek błędy przeoraszam, piszę z telefonu. Mam nadzieję że zrozumiesz xx
http://uaremypain.blogspot.com/
~Pain
Czytam już kolejny rozdział, bardzo mi się podoba twoje opowiadanie! Mam nadzieję, że je skończysz, bo ja naprawdę się wciągnęłam! Rurak w nodze...au. Kyle jest kochany<3 natomiast Andy mnie denerwuje, powinien być milszy! Liczę, że szbko pojawi się nowy rozdział, bo trzymasz w napięciu.. :)
OdpowiedzUsuńPozdrawiam i zapraszam --> http://want-cant-must.blogspot.com/
Nie zastanawiałaś się by podjąć współpracę z jakimś czasopismem, albo wydawnictwem? Twoje opowiadanie i sposób w jaki piszesz jest naprawdę dobry :)
OdpowiedzUsuńPozdrawiam
Jestem tu pierwszy raz i prawdę mówiąc strasznie się z tego cieszę - będe mogła być na bieżąco i tak naprawdę nie muszę wiele nadganiać!
OdpowiedzUsuńSpodobało mi się to opowiadanie, naprawdę. I pomimo tego, że na większości blogów jakie czytam są zdjęcia bohaterów, to tu jest inaczej. Szczerze mówiąc jest to plus. Będę mogła wyobrazić sobie ich wszystkich tak, jak bym chciała, a to najbardziej kocham w książkach, gdzie nie ma zdjęć!
Pozdrawiam Cieplutko!
please-rose.blogspot.com
never-without-you-r5.blogspot.com